Wyprawa dookoła Tatr i w dolinę Chochołowską
Garść statystyk:
| Dzień | Trasa | KM | Zwiedzone Zamki |
|---|---|---|---|
| 1 | Łysa Polana - Zdziar - Tatrzańska Łomnica - Stary Smokowiec - Szczyrbskie Jezioro | 87 | - |
| 2 | Podbańska, Przybilina - Liptowski Mikułasz - Zuberec - Habówka (SK) | 86 | 1 |
| 3 | Orawice - Chochołów - Witów - Dolina Chochołowska - Kościelisko - Zakopane | 74 | - |
| suma | 247 | 1 |
Idź do galerii!
Przejdź do:
Dzień 1
Dzień 2
Dzień 3
Kolejny nasz rajd - zaczynam tracić rachubę który - okazał się prawdopodobnie najlepszym rajdem pod względem oglądanych krajobrazów. Podjazdy, jak to w górach bywa, także były wymagające i długie, a nagrodą za włożony wysiłek były niekończące się zjazdy. Nasze rdzenie nadnercze wyrzucały z siebie niesamowite pokłady adrenaliny podczas ostrych zakrętów pokonywanych z prędkością 80km/h. W wyprawie brali udział: Dawid, Dezy, Maciek i Jonasz. Dla Maćka była to pierwsza wyprawa rowerowa, która spowodowała jego zarazę do tego typu imprez.
W ten ciepły czerwcowy dzień pierwszy problem zaczął się juz w Zakopanym - musielismy znaleźć w miarę bezpieczne miejsce gdzie można będzie przechować auto. Zdecydowalismy się na parking przy szkolnym schronisku młodzieżowym "Żak". Po przygotowaniu rowerów do jazdy ruszyliśmy w drogę. Właściwie te 87 km, które pokonaliśmy był to ciągły podjazd, zakończony w wiosce turystycznej Szczyrbskie Jeziero (Strbskie Pleso). Zamiast opisywac wspaniełe widoczki odsyłam do galerii ze zdjęciami:) W każdym razie widok Tatr Wysokich po słowackiej stronie jest powalający. Jedziesz z rogalem na twarzy. Jeziorko w Strbskim Plesie także stanowił jeden z lepszych widoków tego rajdu. Jednak zmęczeni chcieliśmy jak najszybciej znaleźć dla siebie jakiś nocleg. I tu zaczęły sie poważniejsze problemy - najtańsze noclegi kosztowały ok 60 zł za dobę, Nam, przyzwyczajonym do realiów schroniskowych, niezbyt to odpowiadało. Po sprawdzeniu wszystkich ofert wybraliśmy najtańszą - restauracja Furkotka (Strbske Pleso 54). Dostaliśmy wielki pokój, gdzie mogliśmy nawet wprowadzić rowery.
Od rana miałem wielką chcicę na dżem. Szkoda, że nieznajomość języka spowodowała że kupiłem.. musztardę. Zły humor z samego rana poprawiał się w miarę jazdy. Przez długi odcinek zjeżdżaliśmy, aż dojechaliśmy do Liptowskiego Mikułaszu. To jedyne miasto na trasie naszego rajdu, prócz Zakopanego. Po przejechaniu przez centrum, zobaczyliśmy po lewej spore jeziorko - Liptowska Mara. Oczywiście skręciliśmy i znaleźliśmy się nad wodą. Na plaży całkiem dużo osób, potem się okazało że to sami Polacy. Temperatura wody i powietrza nie zachęcała do kąpieli, po wysiłku nie robiło to nam różnicy. Po kąpieli nastał błogi stan leżenia i dżemania. Po kilku próbach zmobilizowaliśmy się do dalszej jazdy, ale okazało się że złapałem kapcia. Powietrze musiało powoli schodzić podczas naszej zabawy w wodzie. Prędko wymieniliśmy dętkę i pojechaliśmy dalej. I tu kolejne podjazdy, tak samo, albo i bardziej wymagajace od wczorajszych, ale jak zwykle - wspaniałe widoki. W okolicach Habovki udało się osiągnąć najwyższą prędkość rajdu - coś ponad 84 km/h - idealna droga o duzym spadzie, praktycznie bez zakrętów:) Po wjechaniu do miasta, zatrzymaliśmy się na prywatnej kwaterze. Przy okazji spotkaliśmy znajomych z Knurowa.
Trzeci dzień zleciał bardzo szybko - prędko dojechaliśmy do granicy. W planach mieliśmy zatrzymanie sie na nocleg w schronisku Żak, a następny dzień pojechac na polanę chochołowską, ale było na tyle wcześnie że zdecydowaliśmy skręcić z drogi na Zakopane. Cóż... ten szlak nie był zbyt przystosowany na nasze trekkingi, podjazd był bardzo nużący. Z Maćkiem pojechaliśmy przodem a Dawid z Dezym zostali trochę w tyle. Długo na nich czekaliśmy, a gdy się zjawili okazało się, że Dawid miał awarię. Coś mu się zawinęło w przerzutkę. Zatrzymaliśmy się w bufecie i naprawialiśmy awarię. Wróciliśmy do Żaka i pojechaliśmy do domu..